Tomek ma nową fryzurę. Było to już konieczne i nawet się cieszył, gdy mu powiedziałam, że idziemy do fryzjera, ale później było tak jak zwykle, to znaczy niełatwo. Tak szczerze, to właściwie miło wspominam tylko pierwszą wizytę u fryzjera, gdy Tomek był jeszcze mały, mniej ruchliwy i chyba nie wiedział co go czeka. Teraz ciężko jest go utrzymać na stołku, wierci się i kręci na wszystkie strony. Pani fryzjerka ma ogromne wyzwanie z golarką i nożyczkami, żeby nikt nie ucierpiał przy tej akcji. Tym razem zaraz po posadzeniu Tomka na stołek i nałożeniu kolorowego dziecięcego fartucha, już mu się nie podobało. Nie wiadomo, czy nowy kolor fartuszka, czy samo siedzenie. W trakcie strzyżenia co najmniej dwie osoby muszą go trzymać, zabawiać i uważać, żeby nie spadł ze stołka. Do tego jest krzyk i płacz, a włoski są wszędzie i to największy problem. Tyle, że Tomcio nie rozumie, że gdyby się tak nie wiercił i nie zrywał w połowie strzyżenia fartucha, to mniej by go to wszystko łaskotało. A tak to za kołnierzem jest pełno ściętych kłaczków, są w zapłakanych oczkach, na całej buzi, na rączkach, no i oczywiście na mamie, która próbuje utrzymać główkę i osłonić oczy, uszka i szyję przed nieoczekiwanymi ruchami Tomka. Uff, już po wszystkim. Teraz już Tomek z dumą przegląda się w lustrze. Nowa fryzura bardzo mu się podoba i to najważniejsze…

Zrobiliśmy mały krok naprzód, a tak właściwie to duży skok do wielkiego basenu. Chcemy spróbować nauczyć Tomka pływać. Bo właściwie żadnych przeszkód ku temu nie ma. Wody się nie boi, rozumie, co się do niego mówi, potrafi utrzymać się w rękawkach na wodzie. No i znalazł się ktoś, kto chce się tego podjąć. Nie przewidzieliśmy jednak wielu innych czynników. A mianowicie tego, że Tomek jeszcze nigdy nie był na dużym basenie, gdzie jest hałas, dużo nieznanych osób, dźwięków i temperatura wody zwyczajna basenowa, a nie podgrzewana jak w wannie, czy w kameralnym baseniku, w którym czuł się wyśmienicie. Tak więc pierwsza lekcja pływania spłynęła rzewnymi łzami i szczękaniem zębami. Rozproszenie uwagi było tak duże, że ciężko było mu zrozumieć co ma robić, polecenia powtarzane były wielokrotnie, a Tomcio i tak czuł się nieswojo.

Jednak tak jak z każdą nową sytuacją, tak i z tą postanowiliśmy się zmierzyć i dać sobie i Tomkowi jeszcze szansę. Po basenie zabraliśmy naszego małego pływaka do kawiarenki na herbatkę i ciasteczka i tam zapytaliśmy, czy mu się podobało i czy pójdzie jeszcze na basen. I ku naszemu zaskoczeniu obydwie odpowiedzi brzmiały „tak”. Podsumowując, wszelkie czynniki niesprzyjające, które w naszym odbiorze przemawiały za tym, że jednak nic z tego nie będzie, niekoniecznie były dla Tomka istotne. Ważne, że ogólne wrażenie było na tyle dobre, że dał się zabrać na drugą lekcję, na której było już zdecydowanie mniej płaczu i krzywienia się, a dużo więcej słuchania, skupienia i wysiłku włożonego w naukę pływania. Zaczęłam mieć nadzieję na to, że kiedyś nauczy się pływać. O skupieniu i postępach w nauce pływania nie możemy jeszcze mówić, ale jeśli tylko Tomek przyzwyczai się do nowego otoczenia i je zaakceptuje, to wtedy naprawdę popłyniemy małymi kroczkami do przodu.

Nowy rok rozpoczęliśmy od turnusu rehabilitacyjnego w znanym nam już ośrodku POLANIKA na Polanie Świętokrzyskiej. Może to nie był zbyt trafiony termin (dlaczego? o tym napiszę później), ale Tomek ostatnio ma bardzo mało ćwiczeń i to było niezbędne. Zabraliśmy nowe ortezy, z których wyrabianiem męczymy się już od trzech miesięcy, bo ciągle coś trzeba poprawiać. Tym razem nawet buty musiały jechać do poprawy…

Tomcio dobrze funkcjonuje w miejscach, które już zna, więc tym razem było mu dużo łatwiej z otoczeniem i odpadły nam problemy z oswajaniem się i nowościami. Pokój mieliśmy w budynku głównym, co również ułatwiło funkcjonowanie w okresie zimowym. Na terapii zajęciowej i zajęciach rekreacyjno-usprawniających grupowych nie było tym razem żadnych problemów. Co ciekawe, Tomek spotkał kilkoro dzieci, które były w ubiegłym roku na turnusie, więc miał takich „swoich znajomych”.

Czytaj dalej

Tym razem wybraliśmy się do zoo. Troszkę ono inne niż takie typowe ogromne ogrody zoologiczne, gdzie Tomek płacze z powodu tłumów, hałasu, a poza tym niewiele widzi, gdy zwierzęta są na ogromnych wybiegach. W Wilkowicach jest inaczej – zwierzątka podchodzą blisko ogrodzenia i dobrze je widać. Nie było też tłumów ludzi, których boi się Tomek, więc mogliśmy spokojnie spacerować i wszystko oglądać. Wszędzie można bez problemu podjechać wózkiem, a przy ścieżkach są ławeczki, co jest dla nas bardzo ważne, bo Tomek nie dałby rady tak dużo chodzić. Najbardziej podobały mu się kozy, malutkie kucyki i osiołki. W mini zoo były świnki morskie, małe małpki, koszatniczki, wiewiórki, króliczki, kury i świnki i dużo innych zwierzątek. Dobre było też jedzonko z grilla, a humor tego dnia dopisywał. Na pewno było to dla niego nowe  doświadczenie, a przy okazji dobra zabawa.

Już od dawna zastanawialiśmy się czy pojechać na wyjazdowy turnus rehabilitacyjny. Nasze obawy wynikały z informacji o tym, że z takich turnusów dzieci wracają przemęczone, że niewiele to im daje, a ceny są niestety bardzo wysokie. Mimo to w tym roku zdecydowaliśmy się pojechać na dwutygodniowy wyjazdowy turnus rehabilitacyjny. Wybraliśmy ośrodek Polanika w Chrustach na Polanie Świętokrzyskiej. Dużym plusem była odległość, gdyż Tomek nie wytrzymuje długo w samochodzie, a trzy godziny jesteśmy w stanie jakoś przetrwać.

Pogoda nam dopisała, było wakacyjnie, więc oprócz mnóstwa zajęć (czasem osiem terapii w ciągu dnia), był też czas na zabawę na podwórku z rodzicami i z innym dziećmi. Obawa, że dziecko będzie przemęczone, była niepotrzebna. A przynajmniej nie nasze dziecko, które tryskało energią przez całe dwa tygodnie. Może dlatego, że na co dzień też mamy mnóstwo zajęć, w przedszkolu i dodatkowo jeszcze popołudniami. W każdym razie zajęcia były tak urozmaicone i tak dobrze dobrane, że Tomcio dobrze się bawił, dużo się nauczył i jeszcze miał siły na dodatkowe atrakcje.

Wśród znanych Tomkowi ćwiczeń NDT Bobath, terapii SI, terapii ręki, czy kranio-sakralnej, pojawiły się nowe zajęcia np. w Sali doświadczania świata, integracja odruchów dynamicznych i posturalnych oraz zajęcia na basenie. Niezależnie od tego czy na basenie przebywał z rodzicami, czy indywidualnie, były to z pewnością jego ulubione godziny. Codziennie były też zajęcia grupowe, np. rekreacyjno-usprawniające, muzyczno-ruchowe lub sensoplastyka, które na początku stanowiły duży problem, ale po kilku dniach i tutaj Tomek poczuł się pewniej. Na pierwszych zajęciach muzycznych, gdy dzieci zaśpiewały piosenkę na powitanie „Witaj Tomek”, Tomek się zawstydził i rozpłakał. Był bardzo spięty, nic nie pokazywał, nawet nie klaskał, bo to była dla niego nowa sytuacja, a z takimi „nowościami” Tomek sobie po prostu nie radzi. Dopiero kiedy poznał dzieci i ich rodziców, a sytuacja powtarzała się codziennie, zaczął aktywnie uczestniczyć w zajęciach.

W trakcie turnusu Tomek opanował dodatkowo zjeżdżanie ze zjeżdżalni, czego wcześniej się bał. Nauczył się kopać piłkę, bo miał na to dużo czasu przy zabawach z tatą na łące. A na indywidualnych zajęciach na basenie nauczył się machać oboma nogami (także lewą) i utrzymać na wodzie w rękawkach i na makaronie. W sumie wszyscy wróciliśmy bardzo zadowoleni i pełni podziwu dla nowych osiągnięć Tomka.

Tomek często choruje, więc postanowiłam zabrać go do Groty Solnej. Trochę bałam się jego reakcji. Myślałam, że w takim półmroku będzie się bał, ale ku mojemu zaskoczeniu bardzo mu się to spodobało. Przede wszystkim dlatego, że byliśmy sami i pewnie też dlatego, że mama bawiła się z nim na ziemi. Zaczęliśmy chodzić systematycznie i oprócz celów zdrowotnych, osiągnęliśmy jeszcze jeden całkiem duży sukces – sól w roli piasku spowodowała wyćwiczenie nowych umiejętności. Do tej pory Tomuś nie potrafił bawić się w piaskownicy, trudno mu było posługiwać się łopatką i wiaderkiem, nawet nie próbował napełniać foremek piaskiem. A po kilku seansach w Grocie Solnej nauczył się bawić wiaderkami, łopatką, grabkami, przesypuje, nasypuje i ma przy tym dużą frajdę.  Super zajęcie na chłodne i deszczowe dni, gdy nie można skorzystać z piaskownicy. A przy tym dobra terapia rączek.